DaiSan & Co.
Your IP: 54.167.29.208 Login - Register

EKF Shinsa 2014 審査

Paryż. Wita mnie deszczowa pogoda. Szybko przestałem szukać w tłumie ludzi ze sterczącymi łukami w garści, a skupiłem się na znalezieniu parasola. Z przemoczonymi butami dotarłem do punktu rejestracji uczestników. Już po kilku chwilach udało się uporać z wszelkimi formalnościami, a także nawiązać nowe znajomości. Wiele narodów, wiele języków, wielkie spotkanie kultur. Później ktoś zauważył polskie koszulki z ostatniego seminarium w Warszawie – „Keep calm. Shitsu happens”. Wiele uśmiechów, wiele radości.

 

Tegoroczne seminaria odbywały się dla Mudanów, Shodanów (C1), Nidanów i Sandanów (B2). Mniej zaawansowani ćwiczyli na dolnej sali wielkiego kompleksu sportowego, a bardziej doświadczeni na górnej. Pierwszy dzień mijał pod znakiem zapoznawczym – nieśmiały taihai, zdezorientowane hirakiashi, w końcu nieco wolnego strzelania dla otuchy. „Nieco”, bowiem w grupie 80 osób udało się wystrzelić łącznie 6 strzał w ciągu całego dnia. Nie obyło się bez złotych myśli humorystycznego senseia Kiyoshiego Kuboty (8my dan hanshi) rodzaju „ciało jak działo” tudzież „wystarczy zawsze otwierać łuk tak samo, a zawsze będziesz trafiał w mato”. Wykłady uzupełniane były o multimedialne przykłady prezentowane na tablecie. Znak czasów.
Drugiego dnia senseiowie postawili na trening techniczny. Przy pomocy tablicy i markerów kreślili skomplikowane diagramy, strzałki, kontury sylwetki łucznika – wszystko, aby było nam prościej przyswoić wiedzę. „Keep it simple”, powtarzał sensei Yoshimitsu Usami (8my dan hanshi). Zanotowaliśmy wiele ciekawostek na temat reguł bezpieczeństwa, oceny i doboru siły łuku czy nawet wiązania rękawicy. Pozostaje ćwiczyć. Ostatecznie „kyudo musi być jak pisanie na klawiaturze albo krojenie nożem”.
Ostatniego dnia seminarium rozdzielono nam numery egzaminacyjne. Zostałem omae, co w kombinacji z rissha było sporym wyzwaniem, lecz nie tak strasznym, jak je malowali. Ostatecznie zadanie się nie zmieniło: honza, shai, powrót, honza, shai, powrót. Wczesnym wieczorem, pewni swego, zakończyliśmy trening z uśmiechem na ustach. Dopiero następnego dnia okazało się, że kolejność uczestników w końcu stawki uległa zmianie, na sali egzaminacyjnej był straszny upał, a wydłużony harmonogram i nagła przerwa na lunch mogą zrujnować każdą medytację. Podchodziliśmy do egzaminów w różnych warunkach, lecz zadanie pozostało to samo: poprawny taihai, dwa równe strzały i poprawne wyjście.
Wróciliśmy zarówno z sukcesami jak i porażkami. Gratulacje należą się wszystkim. Warto przypomnieć słowa senseia Takeo Ishikawy (9ty dan hanshi), który w sobotni wieczór podzielił się z nami mową na zakończenie części seminaryjnej. „Zarówno sukces jak i porażka są ważne, bo przynoszą nam pewne nauki. Rezultat negatywny może dać równie dużo, jak pozytywny. Najważniejszy jest udział i wysiłek, bo to on porusza serca innych ludzi”. Wszyscy braliśmy w tym udział. Zarówno uczestnicy – Amerykanie, Azjaci oraz Europejczycy – pragnący zgłębiać kyudo i zaprezentować się jak najlepiej, jak i nauczyciele, który przybyli do nas z daleka, mając nadzieję, że całe to przedsięwzięcie ma cel. Ten duch harmonii odnalazł nas w pochmurnym, deszczowym Paryżu i zapewnił mi budujące doświadczenia.

SP_WEATHER_

°C

Piotrków Trybunalski

SP_WEATHER_
Humidity: %
Wind: N at
DSC08584BW.JPG

W Biblioteczce


Saga o budo
Janusz Pawluk

Zobacz opis...

 

W Galeriach

Już niebawem...

Brak wydarzeń
 
© 2018 DaiSan
Design by 99theme | OpenSource by Joomla